Harcerski wywiad –
28.01.2018
hm Ewa Jasińska HR
Czy pamięta Pani pierwszą zbiórkę harcerską? Jeśli tak, to
jak wyglądała owa zbiórka oraz gdzie i kiedy się odbyła?
1947 rok - byłam
uczennicą klasy IV w Szkole Podstawowej nr 1 im. Marii Konopnickiej w Gdyni.
Moja starsza siostra Maria była drużynową i zabierała mnie na zbiórki drużyny.
Byłam młodsza od pozostałych harcerek – miałam 10 lat – i w sposób naturalny
stałam się dzieckiem drużyny o pseudonimie Gwiazdeczka. Szczegółów pierwszej
zbiórki nie pamiętam. Na zbiórkach brałam udział grach, zabawach,
przedstawieniach oraz uczestniczyłam w wycieczkach, biwakach i wielu innych
działaniach drużyny.
Jakie ma Pani wspomnienia z początku drogi harcerskiej? Czy
wyryło się Pani w pamięci jakieś konkretne wydarzenie? Jeśli tak
Wydarzenie, które
utkwiło mi w pamięci to udział mojej drużyny w uroczystościach Święta Morza w
Gdyni. Pamiętam(nie wiem czy był to rok 1947 czy 1948) przemarsz drużyn
harcerskich ulicą Świętojańską w Gdyni. Szlam, a właściwie dreptałam, na czele
pochodu wśród naczelnictwa gdyńskiego harcerstwa jako najmłodsza harcerka.
Innym wydarzeniem był
bieg harcerski w lesie w rejonie ówczesnej ulicy Leśnej w Gdyni zakończony
złożeniem przeze mnie przyrzeczenia harcerskiego przy blaskach płonącego ogniska.
W 1957 roku harcerstwo
moje rodziło się na nowo i dojrzewało. Byłam wówczas studentką Wydziału
Budownictwa Wodnego Politechniki Gdańskiej i należałam do Kręgu
Starszoharcerskiego ZODIAK. W pewnym momencie odczułam potrzebę ponownego
złożenia przyrzeczenia już jako osoba dorosła.
O swojej decyzji
poinformowałam drużynowego i stało się. Przyrzeczenie złożyłam powtórnie, niemal
po dziesięciu latach, 26 kwietnia 1958 roku przy ognisku w lasach
wejherowskich. Wydarzenie to było dla mnie wielkim przeżyciem, które tkwi we
mnie do dziś.
Każdy obóz harcerski to przygoda pełna niezapomnianych
przeżyć i wspaniałych chwil. Jakie wyjątkowe, być może najzabawniejsze,
wspomnienie obozowe nosi Pani w pamięci?
Krąg Starszoharcerski
ZODIAK powstał przy Politechnice Gdańskiej 9 stycznia 1957 roku. Informacje o
działaniu Kręgu dotarły do mnie poprzez ogłoszenia oraz od koleżanek i kolegów
z roku. Dotarło do mnie, że ja przecież jestem harcerką i zameldowałam
drużynowemu – wodzowi Kręgu chęć wstąpienia do drużyny. I znowu się zaczęło…
Powoli wracały wspomnienia z dzieciństwa. Włączyłam się aktywnie w działania
Kręgu oraz do prac realizowanych w
drużynach prowadzonych przez członkinie Kręgu, sama również załączyłam drużynę
w Gdańsku Wrzeszu. W Kręgu przygotowywaliśmy się do zdobywania stopni
harcerskich i instruktorskich, uczestniczyliśmy w różnych kursach. Pośród wielu
działań były również przygotowania do akcji letniej Kręgu. W 1958 roku
wybraliśmy się na obóz wędrowny - spływ kajakowy rzeką Czarną Wodą. Spływ
Czarną Wodą odbył się w sierpniu.. Zakończył się spływem Wisłą do Gdańska z
powodu braku środków na inny transport kajaków ze Świecia do Gdańska.
Była to wspaniała
przygoda i jak przewidywał program spływu mieliśmy rozpocząć bieg na pionierkę
i ćwika. Codziennie zastanawialiśmy się, czy dzisiaj w nocy będzie alarm i
wreszcie 11 sierpnia o godzinie 300 pobudka, zwinąć namioty i z
całym ekwipunkiem zameldować się. Gorączkowe zwijanie namiotów i oczywiście
zapominamy o śledziach, których potem nam zabraknie i wreszcie z całym
ekwipunkiem, łącznie z maskotkami, a ja naturalnie ze słomkowym kapeluszem,
meldujemy się wodzowi. Potem starsi druhowie powiedzieli nam, że wyglądałyśmy
jak ciotki z Ameryki. Nie wiedziałyśmy, co będzie dalej, ale już otrzymałyśmy
rozkaz, że mamy spuścić kajaki na wodę i wsiadać do kajaków na miejscach
kapitanów. Każda z nas realizujących próbę na pionierkę płynęła z instruktorem
– starszym stażem i stopniem członkiem Kręgu. Jest ciemno, nic nie widać –
dzień wcześniej w rzece były głazy i wywrotki – boję się wywrotki. Wiosła
systematycznie uderzają o wodę, instruktor nie wiosłuje, rozmowa toczy się
cicho, atmosfera pełna napięcia. Instruktor prowadził dyskusję i zadawał
pytania (to znaczy sprawdzał nasze wiadomości) na tematy - Co to jest Główna Kwatera?
Dlaczego dh J. Grzesiak ma czarną podkładkę pod krzyżem? Kiedy było jamboree w
…. itd. Wreszcie dopływamy do miejsca, gdzie mamy rozbijać namioty i tu problem
– nie ma śledzi. Namioty jakoś stanęły (śledzie strugałyśmy z patyków) i
kładziemy się spać.
Trzeba tutaj
wspomnieć, że Komenda przed wypuszczeniem nas na trasę spływu dokładnie ją
sprawdziła w ciągu dnia, o czym dowiedziałyśmy się dopiero wieczorem przy
omawianiu gry na ognisku. Spływ Czarną Wodą zapoczątkował długą serię spływów
Kręgu.
Czy miała Pani kiedyś moment zawahania na drodze
harcerskiej? Moment, w którym była Pani gotowa porzucić harcerstwo?
Nie, nie miałam
Za co kocha Pani harcerstwo najbardziej?
Czy można kochać
harcerstwo? Czy może tak jak brzmi przykazanie miłości Kochaj bliźniego swego…A
może za możliwość znalezienia przyjaciół złączonych wspólną ideą?
W moim przypadku
przyjaźnie zawarte w Kręgu w latach 50. oraz z młodszymi harcerkami w latach
późniejszych trwają do dzisiaj.
Jakie zmiany dostrzega Pani w działalności harcerstwa na
przestrzeni lat?
Czy były zmiany w
działalności harcerstwa na przestrzeni lat? Na pewno były, gdyż wiemy, że każdy
czas niesie ze sobą nowe wyzwania i nowe oczekiwania zarówno społeczeństwa w
stosunku do harcerstwa, jak i uczestników ruchu harcerskiego do programu i form
działania organizacji. Współczesny świat stawia przed nami wiele wyzwań, a nowe
technologie wymagają ich uwzględnienie w działaniu, ważne abyśmy realizując je
nie porzucali ideałów i wartości określonych Przyrzeczeniem i Prawem
Harcerskim. Na szczęście tak się stało, że po wielu różnych zmianach w ich
sformułowaniu mamy aktualnie wersję z okresu przedwojennego.
Co jest Pani największym priorytetem w obecnym momencie
harcerskiej drogi?
Chciałabym nadal będąc
w Kapitule HR przekazywać młodszym harcerkom to co przeżyłam i czego się
nauczyłam w harcerstwie przez wiele lat oczywiście uwzględniając zmiany w
aktualnych czasach.
Jak łączy Pani
życie rodzinne, zawodowe z działalnością w Harcerstwie?
Z tym bywało różnie. Okres, w którym realizowałam np. moją próbę na
HR-kę był dla mnie szczególnie trudny. Byłam bardzo zaangażowana zawodowo
(pracownik naukowy Instytutu Budownictwa
Wodnego PAN w Gdańsku), pełniłam funkcje kierownicze, przygotowywałam pracę
habilitacyjną i realizując różne tematy badawcze współpracowałam z kilkoma
ośrodkami badawczymi w Polsce i za granicą, co związane było z licznymi
służbowymi wyjazdami. Często miałam dylematy co jest ważniejsze – dom, praca czy
dzieci? I jeszcze ta próba… Mieliśmy trójkę dzieci, które studiowały lub uczyły
się w liceum i wymagały nadal mojej opieki, a dom? Prowadzenie domu w tym
czasie nie było łatwe (problemy z zaopatrzeniem itd.) – zresztą nigdy nie jest
łatwe - ale bardzo wspierał mnie w tych działaniach mój mąż Wiesiek. Razem
byliśmy zaangażowani w harcerstwo, nie tylko my - ale również nasze
dzieci, co ułatwiało, ale i utrudniało wiele działań, no i jeszcze ta
próba, która wymagała dużego zaangażowania. Jakoś sobie dałam radę.
Gdy byłam studentką często miałam problemy czy np. uczestniczyć w
uroczystościach rodzinnych, czy wybrać się na biwak, czy zbiórkę.
Czy ma Pani jakieś największe,
jeszcze niezrealizowane harcerskie marzenie? Jeśli tak, to jakie?
Uczestniczyć nadal aktywnie w Kapitule HR dopóki siły i zdrowie
pozwolą.
Czym przede wszystkim jest dla
Pani harcerstwo?
Szansą spotkania
ludzi, którzy postępują zgodnie z Przyrzeczeniem i Prawem Harcerskim. Moje
wieloletnie bycie harcerką nauczyło mnie własnej interpretacji i realizacji
Przyrzeczenia i Prawa Harcerskiego dla siebie na różnych etapach życia. Harcerstwo,
o ile opiera się o Prawo Harcerskie, jest cenną metodą w wychowaniu charakterów
młodzieży. Miało również wpływ na moją postawę życiową. Można powiedzieć, że
jest dla mnie swego rodzaju Powołaniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz