poniedziałek, 5 lutego 2018

Harcerski wywiad

W ramach realizacji próby na stopnie podejmujemy różne wyzwania i kreatywne działania. Tym razem dwie przyboczne, Agata i Ola, przeprowadziły wywiad z hm Ewą Jasińską HR, druhną z ogromnym doświadczeniem, od wielu lat nieprzerwanie związaną z harcerstwem. Bardzo dziękujemy Druhnie za życzliwość i pomoc. Zapraszamy do lektury!


Harcerski wywiad – 28.01.2018
hm Ewa Jasińska HR

Czy pamięta Pani pierwszą zbiórkę harcerską? Jeśli tak, to jak wyglądała owa zbiórka oraz gdzie i kiedy się odbyła?

1947 rok - byłam uczennicą klasy IV w Szkole Podstawowej nr 1 im. Marii Konopnickiej w Gdyni. Moja starsza siostra Maria była drużynową i zabierała mnie na zbiórki drużyny. Byłam młodsza od pozostałych harcerek – miałam 10 lat – i w sposób naturalny stałam się dzieckiem drużyny o pseudonimie Gwiazdeczka. Szczegółów pierwszej zbiórki nie pamiętam. Na zbiórkach brałam udział grach, zabawach, przedstawieniach oraz uczestniczyłam w wycieczkach, biwakach i wielu innych działaniach drużyny.

Jakie ma Pani wspomnienia z początku drogi harcerskiej? Czy wyryło się Pani w pamięci jakieś konkretne wydarzenie? Jeśli tak

Wydarzenie, które utkwiło mi w pamięci to udział mojej drużyny w uroczystościach Święta Morza w Gdyni. Pamiętam(nie wiem czy był to rok 1947 czy 1948) przemarsz drużyn harcerskich ulicą Świętojańską w Gdyni. Szlam, a właściwie dreptałam, na czele pochodu wśród naczelnictwa gdyńskiego harcerstwa jako najmłodsza harcerka.
Innym wydarzeniem był bieg harcerski w lesie w rejonie ówczesnej ulicy Leśnej w Gdyni zakończony złożeniem przeze mnie przyrzeczenia harcerskiego przy blaskach płonącego ogniska.
W 1957 roku harcerstwo moje rodziło się na nowo i dojrzewało. Byłam wówczas studentką Wydziału Budownictwa Wodnego Politechniki Gdańskiej i należałam do Kręgu Starszoharcerskiego ZODIAK. W pewnym momencie odczułam potrzebę ponownego złożenia przyrzeczenia już jako osoba dorosła.
O swojej decyzji poinformowałam drużynowego i stało się. Przyrzeczenie złożyłam powtórnie, niemal po dziesięciu latach, 26 kwietnia 1958 roku przy ognisku w lasach wejherowskich. Wydarzenie to było dla mnie wielkim przeżyciem, które tkwi we mnie do dziś.

Każdy obóz harcerski to przygoda pełna niezapomnianych przeżyć i wspaniałych chwil. Jakie wyjątkowe, być może najzabawniejsze, wspomnienie obozowe nosi Pani w pamięci?

Krąg Starszoharcerski ZODIAK powstał przy Politechnice Gdańskiej 9 stycznia 1957 roku. Informacje o działaniu Kręgu dotarły do mnie poprzez ogłoszenia oraz od koleżanek i kolegów z roku. Dotarło do mnie, że ja przecież jestem harcerką i zameldowałam drużynowemu – wodzowi Kręgu chęć wstąpienia do drużyny. I znowu się zaczęło… Powoli wracały wspomnienia z dzieciństwa. Włączyłam się aktywnie w działania Kręgu oraz  do prac realizowanych w drużynach prowadzonych przez członkinie Kręgu, sama również załączyłam drużynę w Gdańsku Wrzeszu. W Kręgu przygotowywaliśmy się do zdobywania stopni harcerskich i instruktorskich, uczestniczyliśmy w różnych kursach. Pośród wielu działań były również przygotowania do akcji letniej Kręgu. W 1958 roku wybraliśmy się na obóz wędrowny - spływ kajakowy rzeką Czarną Wodą. Spływ Czarną Wodą odbył się w sierpniu.. Zakończył się spływem Wisłą do Gdańska z powodu braku środków na inny transport kajaków ze Świecia do Gdańska.
Była to wspaniała przygoda i jak przewidywał program spływu mieliśmy rozpocząć bieg na pionierkę i ćwika. Codziennie zastanawialiśmy się, czy dzisiaj w nocy będzie alarm i wreszcie 11 sierpnia o godzinie 300 pobudka, zwinąć namioty i z całym ekwipunkiem zameldować się. Gorączkowe zwijanie namiotów i oczywiście zapominamy o śledziach, których potem nam zabraknie i wreszcie z całym ekwipunkiem, łącznie z maskotkami, a ja naturalnie ze słomkowym kapeluszem, meldujemy się wodzowi. Potem starsi druhowie powiedzieli nam, że wyglądałyśmy jak ciotki z Ameryki. Nie wiedziałyśmy, co będzie dalej, ale już otrzymałyśmy rozkaz, że mamy spuścić kajaki na wodę i wsiadać do kajaków na miejscach kapitanów. Każda z nas realizujących próbę na pionierkę płynęła z instruktorem – starszym stażem i stopniem członkiem Kręgu. Jest ciemno, nic nie widać – dzień wcześniej w rzece były głazy i wywrotki – boję się wywrotki. Wiosła systematycznie uderzają o wodę, instruktor nie wiosłuje, rozmowa toczy się cicho, atmosfera pełna napięcia. Instruktor prowadził dyskusję i zadawał pytania (to znaczy sprawdzał nasze wiadomości) na tematy - Co to jest Główna Kwatera? Dlaczego dh J. Grzesiak ma czarną podkładkę pod krzyżem? Kiedy było jamboree w …. itd. Wreszcie dopływamy do miejsca, gdzie mamy rozbijać namioty i tu problem – nie ma śledzi. Namioty jakoś stanęły (śledzie strugałyśmy z patyków) i kładziemy się spać.
Trzeba tutaj wspomnieć, że Komenda przed wypuszczeniem nas na trasę spływu dokładnie ją sprawdziła w ciągu dnia, o czym dowiedziałyśmy się dopiero wieczorem przy omawianiu gry na ognisku. Spływ Czarną Wodą zapoczątkował długą serię spływów Kręgu.


Czy miała Pani kiedyś moment zawahania na drodze harcerskiej? Moment, w którym była Pani gotowa porzucić harcerstwo?

Nie, nie miałam


Za co kocha Pani harcerstwo najbardziej?

Czy można kochać harcerstwo? Czy może tak jak brzmi przykazanie miłości Kochaj bliźniego swego…A może za możliwość znalezienia przyjaciół złączonych wspólną ideą?
W moim przypadku przyjaźnie zawarte w Kręgu w latach 50. oraz z młodszymi harcerkami w latach późniejszych trwają do dzisiaj.


Jakie zmiany dostrzega Pani w działalności harcerstwa na przestrzeni lat?

Czy były zmiany w działalności harcerstwa na przestrzeni lat? Na pewno były, gdyż wiemy, że każdy czas niesie ze sobą nowe wyzwania i nowe oczekiwania zarówno społeczeństwa w stosunku do harcerstwa, jak i uczestników ruchu harcerskiego do programu i form działania organizacji. Współczesny świat stawia przed nami wiele wyzwań, a nowe technologie wymagają ich uwzględnienie w działaniu, ważne abyśmy realizując je nie porzucali ideałów i wartości określonych Przyrzeczeniem i Prawem Harcerskim. Na szczęście tak się stało, że po wielu różnych zmianach w ich sformułowaniu mamy aktualnie wersję z okresu przedwojennego.


Co jest Pani największym priorytetem w obecnym momencie harcerskiej drogi?

Chciałabym nadal będąc w Kapitule HR przekazywać młodszym harcerkom to co przeżyłam i czego się nauczyłam w harcerstwie przez wiele lat oczywiście uwzględniając zmiany w aktualnych czasach.

Jak łączy Pani życie rodzinne, zawodowe z działalnością w Harcerstwie?

Z tym bywało różnie. Okres, w którym realizowałam np. moją próbę na HR-kę był dla mnie szczególnie trudny. Byłam bardzo zaangażowana zawodowo (pracownik naukowy  Instytutu Budownictwa Wodnego PAN w Gdańsku), pełniłam funkcje kierownicze, przygotowywałam pracę habilitacyjną i realizując różne tematy badawcze współpracowałam z kilkoma ośrodkami badawczymi w Polsce i za granicą, co związane było z licznymi służbowymi wyjazdami. Często miałam dylematy co jest ważniejsze – dom, praca czy dzieci? I jeszcze ta próba… Mieliśmy trójkę dzieci, które studiowały lub uczyły się w liceum i wymagały nadal mojej opieki, a dom? Prowadzenie domu w tym czasie nie było łatwe (problemy z zaopatrzeniem itd.) – zresztą nigdy nie jest łatwe - ale bardzo wspierał mnie w tych działaniach mój mąż Wiesiek. Razem byliśmy zaangażowani w harcerstwo, nie tylko my - ale również nasze dzieci, co ułatwiało, ale i utrudniało wiele działań, no i jeszcze ta próba, która wymagała dużego zaangażowania. Jakoś sobie dałam radę.
Gdy byłam studentką często miałam problemy czy np. uczestniczyć w uroczystościach rodzinnych, czy wybrać się na biwak, czy zbiórkę.


Czy ma Pani jakieś największe, jeszcze niezrealizowane harcerskie marzenie? Jeśli tak, to jakie?

Uczestniczyć nadal aktywnie w Kapitule HR dopóki siły i zdrowie pozwolą. 

Czym przede wszystkim jest dla Pani harcerstwo?

Szansą spotkania ludzi, którzy postępują zgodnie z Przyrzeczeniem i Prawem Harcerskim. Moje wieloletnie bycie harcerką nauczyło mnie własnej interpretacji i realizacji Przyrzeczenia i Prawa Harcerskiego dla siebie na różnych etapach życia. Harcerstwo, o ile opiera się o Prawo Harcerskie, jest cenną metodą w wychowaniu charakterów młodzieży. Miało również wpływ na moją postawę życiową. Można powiedzieć, że jest dla mnie swego rodzaju Powołaniem.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz